Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/099

Ta strona została przepisana.

A Likabas, już śmierci cieniem omroczony,
Upada przy Atysie; śmierć mu rozwesela
Ta myśl, że niezadługo ujrzy przyjaciela.
Amfimedon i Forbas, chciwe boju wodze,
Pośliznąwszy się na krwią zbryzganej podłodze,
Padli; lecz im wstać nie dał miecz Perseja silny,
Temu w bok, temu w szyję niosąc cios niemylny.
Nie tym samym orężem wpadł na Erytona,
Którego dłoń toporem była uzbrojona;
Ale porwał oburącz ważącą nad miarę,
W płaskorzeźby ozdobną, z miedzi laną czarę,
Tę silnie w męża rzuca: tryska krew szkarłatna,
Legł na wznak rycerz, brzękła zbroja nieprzydatna,
Fineusz się z Persejem spotkać nie ośmiela,
Tylko grot zdala ciska na nieprzyjaciela.
Trafem przeszył Idasa, co w bojach ćwiczony,
Wolał przecie do żadnej nie mieszać się strony.
»Gdy mię na bój wyzywasz, wrogiem ci się stanę;
Miej, co pragniesz — rzekł Idas — przyjm ranę za ranę!«
To mówiąc, z ciała swego dobył tkwiącej strzały,
Lecz krwi ujściem na ziemię upada omdlały.
Legł Odyt, wódz Cefeja, od Klimena dzidy,
Z Hipseja rąk Protenor, Hipsej z rąk Lincydy.
Znajdował się w ich gronie Ematon sędziwy,
Czciciel bogów i cnoty przyjaciel prawdziwy;
Do walczenia orężem wiek miał nieprzystojny,
Więc walcząc choć wymową, chce wstrzymać od wojny.
Gdy się trzyma ołtarza, Chromis mieczem błyska,
Ściął mu głowę, ta wpada w pośrodek ogniska;
Język jeszcze bełkoce, a ostatnie tchnienie
I ostatnie przekleństwo ulata w płomienie.