Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/167

Ta strona została przepisana.

Tu Jowisz i Merkury, ludzką wziąwszy postać,
Do tysiąca chat przyszli, chcąc przytułek dostać.
Tysiąc chat drzwi zamknęło; jeden tylko bogi
Słomą poszyty domek przyjął w swoje progi.
Tu Filemon podeszły, przy nim Baucys stara,
Szczęśliwie od lat młodych połączona para
Doszła wieku późnego; przestając na małem,
Nie czuli, że ubóstwo było ich udziałem.
Panów ni sług nie znają przez cały wiek długi;
Dwoje ich tylko w chatce: i pany i sługi.
Gdy do szczupłego domu prowadzącej sieni
Przez niskie drzwiczki weszli bogowie schyleni,
Wita gości i ławkę przysuwa staruszek,
A Baucys zgrzebnych parę podłoży poduszek;
Zbiera liście i korę i idzie do pieca,
Ciepły popiół odmiata, zgasły ogień wznieca,
Słabymi go dmuchając, ożywia oddechy.
Przynosi suche trzaski i szczapy z pod strzechy,
Rąbie, kładzie pod kocioł, zaś potem warzywa,
Które z ogrodu przyniósł mąż, z liści obrywa.
On tymczasem słoniny uwędzonej kawał,
Z pod okopconej belki widłami dostawał;
Dostawszy, kęs ucina i w ukropie warzy.
Gdy tak około uczty krzątają się starzy,
Na miłej pogawędce trawią czas niebianie.
Wisiał ceber bukowy na haku przy ścianie;
Weń wlewa ciepłej wody i znużone z drogi
Filemon swoim gościom sam obmywa nogi.
Wierzbowe łóżko w środku swej izdebki mieli,
Na niem była rogoża na miejscu pościeli;
Szatą ją pokrywają, chowaną od święta,