Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/206

Ta strona została przepisana.

Z brody i włosów woda strugą dużą ciekła.
Stojąc nad łożem, mara zapłakana rzekła:
»Nie poznajesz Ceiksa, nieszczęśliwa żono?
Mamże twarz aż tak bardzo przez śmierć odmienioną?
To nie mąż twój przed tobą, ja, cień tylko stoję.
Na nic mi się nie zdały tkliwe modły twoje:
Zginąłem. Już się nie łudź nadzieją powrotu,
Burza mię zaskoczyła. Wśród piorunów grzmotu,
Gdy na Egejskiem morzu silny wicher wionął,
W bezdennych wód przepaściach mój okręt zatonął.
Próżno cię wołam, fala zalała mi usta.
Co słyszysz dziś ode mnie, to nie jest wieść pusta,
Nie niepewne osoby przynoszą ją tobie:
Widzisz, słyszysz mię, żono. Wstań i na mym grobie
W smutku uroń łez kilka, nie szczędź mi pogrzebu
I opłakawszy, smutna, wypraw do Erebu«.
Mówił głosem Ceiksa; westchnienia, łzy, jęki,
Udał nawet Morfeusz poruszenia ręki.
Wzdycha, wyciąga we śnie dłonie Alcyona,
Zamiast ciała cień tylko przyciska do łona.
»Stój, mężu — woła — zostań, pójdę z tobą razem!«
Przelękła własnym krzykiem i męża obrazem,
Ocknęła się, podnosi i patrzy w tę stronę,
Gdzie się jej pokazało widmo ulubione.
Na jej głos z światłem w ręku biegną służebnice;
Ona, nie widząc męża, własne bije lice,
Bije piersi, drze szaty, rwie włosy w rozpaczy.
Pytana, tak piastunce powód łez tłumaczy:
»Niema już Alcyony, niema! Precz ode mnie!
Pójdę za mym Ceiksem: nie cieszcie daremnie!
Ceiks zginął na morzu — był tu — już po zgonie —