Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/226

Ta strona została przepisana.

I bracia już powściągnąć nie mogli prawicy.
Tyś świadkiem, Menelaju, jak dumnie grozili;
Wspólne niebezpieczeństwa od tej poszły chwili.
Mamże wam liczyć, jakie przez wojny ciąg długi
Położyłem i w radzie i w boju zasługi?
Po pierwszych bitwach w mieście zamknąwszy się swojem,
Nie myślał nieprzyjaciel wstępnym walczyć bojem;
Dziesiąty rok nam wojnę dopiero sposobił.
Ty, co tylko znasz walki, coś przez ten czas robił?
Wskaż, do czego w tej przerwie lud grecki cię użył.
Mnie zapytaj, a powiem, czemem się zasłużył:
Knuję wrogom zasadzki, szańce mocniej zbroję,
Pocieszam towarzysze na wytrwałe boje,
Krzepię umysł zwątpiały; ja myślę o chlebie,
Ja o broni, ja każdej zaradzam potrzebie.
Oto z woli Jowisza w sennej zwiedzion marze,
Atryd od wszczętej wojny odstępować każe.
Łatwo dawcę rozkazu, króla uniewinnię:
Ale czemuż się Ajaks nie sprzeciwiał czynnie?
Czemuż sam nie nastawał na zburzenie Troi?
Tak doradzać, tak działać dumnemu przystoi.
Coś mógł, czemuś nie walczył? I w takim popłochu
Czemuś pierwszy trwożnego nie wstrzymał motłochu?
Lecz nie, sam pierzchasz. Widzę i od wstydu płonę,
Jak uciekasz, jak żagle rozwijasz shańbione.
Wołam na towarzyszy: »Stójcie, bracia moi!
Co za szał tak odstąpić wpół zdobytej Troi!
Cóż was czeka w ojczyźnie, jeśli nie sromota?«
Ból mię czynił wymownym: wstrzymała się flota.
Atryd wodzów strwożonych do namiotu zbiera:
I tam syn Telamonów ani ust otwiera,