Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/275

Ta strona została przepisana.

Widzi oręż spiskowych, do mordu gotowy,
Więc kogo z niebian spotka, przemawia doń słowy:
»Patrzajże, jakie na mnie knują się zasadzki!
Jak zuchwale śmie godzić oręż świętokradzki
Na to, co mi po Julu[1] trojańskim zostało!
Samaż ja mam być ciągle smutną i zbolałą?
To bezkarnie mi ranę syn Tydeja[2] zada,
To źle bronione lljon w mych oczach upada,
To tułaczem się stawszy mój Enej jedyny,
Błądzi po morzach, zwiedza podziemne krainy[3]
I toczy boje z Turnem, a raczej z Junoną.
Ale czemuż odnawiam boleść zadawnioną?
O minionych nieszczęściach zapominam z trwogi,
Gdy widzę, jak się ostrzy miecz zabójców srogi.
Wy wstrzymajcie tę zbrodnię, mym żalem zmiękczeni!
Krwią kapłana westalskich nie gaście płomieni«[4].
Tak rozrzewniając bogów Wenus się użala.
Ale gdy przeznaczenie w niczem nie dozwala,
Odmienić Sióstr[5] wyroki w nieomylnym skutku,
Jawnemi znaki dają znać o przyszłym smutku:
Mówią, że szczękiem broni czarne brzmiały chmury,
Że głos rogów chrapliwy i trąb ryk ponury

  1. Ród Juliuszów wywodził się od Jula, syna Eneasza.
  2. Dyomedes zranił Wenerę w boju pod Troją.
  3. Wędrówka Eneasza po podziemiu, znana z VI ks. Eneidy.
  4. Myśl: »Nie sprowadzajcie największej klęski na Rzym, dopuszczając zabić kapłana (Cezara), mającego nadzór nad Westalkami«. Ogień Westy był symbolem istnienia Rzymu.
  5. Park.