Strona:PL Pedro Calderon de la Barca - Dramata (1887).djvu/156

Ta strona została przepisana.

Póki-m zdolen ścierpieć ostre
Kły burzącéj się zazdrości.

(Głośno).

Przychodzę po moję siostrę;
Mówiono mi, że tu będzie.

Fabiusz.

Wyręczyłem was w tym względzie,
Seńor; pod samo mieszkanie
Powiodłem, służąc za giermka.

Feliks.

Nie mam słów na dziękowanie,
Tak uprzejma ta opieka.

Fabiusz.

Obecnie was w domu czeka.

Feliks (n. s.)

Nie wiem, jaka dla mnie rada.
Zostać tutaj nie wypada;
Iść, a tamtego zostawić,
To tchórzostwo; dom zniesławić
Wyznaniem — podłość; a czekać,
Rychło zechce stąd uciekać,
Podczas gdy dom ma drzwi dwoje —
Rzecz próżna. Czemu Lisarda,
Mojego wiernego druha,
Nie przywiodłem tu? we dwoje
Ułowilibyśmy zucha.
Lecz już wiem, co zrobię, (gł.) Żegnam.

Fabiusz.

Dobranoc.

Feliks (n. s.)

Obawy żegnam;
Poznam dziś, czy szczęście służy,
Kto się łowić go nie tchórzy.

(Don Feliks wychodzi szybko, Fabiusz odprowadza go do drzwi, potem bierze jedną świecę, Celia drugą i wychodzi).
Fabiusz.

Poświeć, Celio, w sieni ciemno.
Ty, Lauro, zechciéj pójść ze mną;
Mówić z tobą o czemś muszę.

Laura (n. s.)

O nieba, nowe katusze,