Strona:PL Pedro Calderon de la Barca - Dramata (1887).djvu/253

Ta strona została przepisana.
Henryk.

Zuchwałość,
Którą tyle lat tłómaczy
Méj nadziei i rozpaczy.

Mencia.

Wy książę...

Henryk.

Nie lękaj się!

Mencia.

Śmieliście...

Henryk.

Nie gniewaj się!

Mencia.

W ten sposób...

Henryk.

Wstrętem mię nie karz!

Mencia.

Do mego domu zawlekasz
Wstyd, kobietę upokarzasz
Uczciwą i tak znieważasz
Z zacném imieniem wasala?

Henryk.

Twoje słowo mię ocala,
Wszakże radziłaś mi sama
Zbadać, czy się owa dama
Nie uniewinni, tak srodze
Dotknąwszy mię; — więc przychodzę.

Mencia.

Ten mój błąd rzeczy nie zmienia.
Jeśli chcę uniewinnienia,
To nie myśl wysokość wasza,
Bym płaciła je honorem.

Henryk.

Ważąc się na to szaleństwo
Koniecznie-ż muszę obrażać
Twoje cześć i dostojeństwo?
Łowy me były pozorem.
Nie przybyłem oczywiście
Za uśpioném ptactwem łazić.
Albo czekać, rychło miłym
Ćwierknie śpiewem na dnia przyjście
Do ciebie, czaplo, śpieszyłem,
Co tak dumnie wzniósłszy głowę