Strona:PL Pedro Calderon de la Barca - Dramata (1887).djvu/94

Ta strona została przepisana.

Jeden Euzebiusz z téj bezładnéj kupy
Skrył się, w ucieczce nowéj sztuki użył.

Euzebiusz.

Kłamiesz, bo nigdy Euzebiusz nie tchórzył?

Wszyscy.

Euzebiusz tu? Niech ginie!

Kurcyusz.

Wstrzymaj się, Oktawiuszu!...

Oktawiusz.

Więc ty miast animuszu
Dodać, odbierasz? — przeciw téj gadzinie?

Bras.

Człowieka bronisz, co w twój dom obrazą
Wwiódł bezcześć i żelazo?

Dżyl.

Co po niebieski pował
Wszystkie te śliczne góry nam popsował
I nie zostawił, aby nie skosztował
W całéj wsi naszéj melonu ni dziewki?
I z strzelby, jak z konewki
Śmierć sypał?... Co to robisz!

Oktawiusz.

Co mówisz, panie? Na co się sposobisz?

Kurcyusz.

Stójcie — czekajcie!... (Nieszczęsne zdarzenie!)
Nie lepiej-że, by żywcem stanął w Senie?
Zdaj się, Euzebio. Przysięgą się wiążę
Czestną, iżby cię ułaskawił książę
U tronu twoim będę adwokatem.

Euzebiusz.

Zdałem się przed twych oczu majestatem,
Lecz przed sędzią — nie mogę.
Tamto cześć była, — tubym zdradził trwogę!

Oktawiusz.

Niech mrze!...

Kurcyusz.

— Czekajcie!...

Oktawiusz.

— Jakiż cię posiada
Obłęd, że bronisz go? To kraju zdrada!

Kurcyusz.

Ja zdrajca?... Zarzut gdy mię już obarcza