Strona:PL Pedro Calderon de la Barca - Tajna krzywda – Skryta zemsta.djvu/29

Ta strona została przepisana.

I radabym się przed tym wzrokiem schować,
Tak przed wyższością waszą czuję trwogę,
Ni nieśmiałości mojej nie przemogę.

Wasza to wina, — raczcież mi darować;
Jako małżonka mogę was szanować,
Kochać już dzisiaj nie śmiem i nie mogę.

A! nie. — Odurzyć się chciałem.
Niechże!... Nadzieję zawodną
Trucizną uczynię miodną
I złoconym puginałem.
Gdy mi ból mogiłę sklepi,
Toć lepsza rozkosz — o nieba!
Gdy z zazdrości mrzeć mi trzeba,
Toć z miłości umrzeć lepiej.
Za zuchwałości namową
Pójdę, prawo części zduszę;
Leonorę posieść muszę,
Choćbym miał przypłacić głową!






DZIEŃ DRUGI.
SCENA I.
(Wchodzą: sirena i manryk).
manryk.

Syrenko mojego wnętrza,
Dobrze Syreną się wabisz,
Bo kusisz, a potem grabisz
Serce, co k’tobie się spiętrza.
Niechaj te lody odtają,
Co mię w swe chłody zakuły,
Bo miłości afekt czuły
Dokucza nawet lokajom.
Użycz mi daru z twej dłoni.

sirena.

Chętnie; — czem mogę mu służyć?