Strona:PL Pedro Calderon de la Barca - Tajna krzywda – Skryta zemsta.djvu/54

Ta strona została przepisana.
huan.

Zapytałem
Kto jest, głos jego wyraźnie słyszałem.

lopez (na stronie).

Użyć trzeba udania,
Bo mu sądzić dam prawo,
Żem zalękły obawą,
Co energii mi wzbrania.

(Głośno).

Pięknież to? Małom stali
Nie zażył; wszakto ja wszedłem do sali.
Głos mi zdał się nieznany,
A doczekawszy sromu,
Że o imię me w domu
Mym pytają, zgniewany
Utraciłem cierpliwość;
— Szpadę dobyła z pochew zwykła żywość.

sirena.

Mogliśmy tu z niemałem
Wyjść nieszczęściem, mój Boże!

huan.

— Ale jak to być może?...
Ten, którego spotkałem,
Był tu w sali przed nami.
Wszakże wejść nie mógł temi, co ty drzwiami.

lopez.

Powtarzam, że ja byłem.

huan.

Fakt to bardzo jest dziwny.

lopez (na stronie).

Jak przyjaciel naiwny
Może stać się niemiłym
Opiekunem; jak wiele
Nieszczęść przywlekli wierni przyjaciele!

(Głośno).

Gdy masz pewne powody
Wierzyć, że tu się schował,
By się nie wyratował,
Postój, bacząc na schody;