Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.2.djvu/170

Ta strona została uwierzytelniona.

indyan. Jestto jeden obraz nędzy i rozpaczy: mężczyzni obdarci, brudni, upodleni; kobiéty wyciągają wychudłe ręce do wagonów. Spytacie, dlaczego jedni i drugie nie pracują? Nie umieją: nikt się nie troszczy zresztą o to, żeby ich nauczyć. Wyrzekli się wojny z białymi, rozbojów, polowań, a dostali za to... derki... i pogardę.
Nakoniec, najpierwszym bezpośrednim produktem, który wszyscy dzicy otrzymali od cywilizacyi, jest: wódka, ospa i syfilis; cóż dziwnego więc, że patrząc na cywilizacyą ze stanowiska tych najpierwszych dobrodziejstw, nie wzdychają do niéj, bronią się i giną.
Przedewszystkiém zaś giną. Całe te plemiona, czy to przyjąwszy cywilizacyą, czy żyjąc w stanie dzikim, znikają z powierzchni ziemi z zastraszającą szybkością. Nie mogą się cywilizacyi ani oprzeć, ani unieść na słabych ramionach jéj ciężaru. Objaw to spotykany u wielu ludów dzikich. Uczony nasz rodak Strzelecki, sprawdziwszy go, zmienił na prawo naukowe, które anglicy: „Strzelecki law“ przezwali, i które stale dziś już jako pewnik przyjęte jest przez antropologią. Co do indyan jednakże, a przynajmniéj co do niektórych ich pokoleń, są bowiem wielkie między niemi różnice, gdyby zamiast spotykać się z mętami cywilizacyi, zetknęli się z lepszą, łagodną i ochraniającą a nie niszczącą jéj stroną, możeby nakoniec przywykli do niéj i ocaleli od zguby. Cywilizacya taka winna jednakże być nader łagodną nauczycielką, i naginać zwolna a nie odrazu łamać. Zmiana sposobu życia, stałe osiedlenie i zajęcie się rolą, które w obec dzisiejszych stosunków, przedstawiają się jako konieczność narzucona gwałtem nie przygotowanym do niéj