Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/086

Ta strona została uwierzytelniona.

Trzeba wiedzieć, że ksiądz Ludwik, lubo człowiek bardzo wykształcony, nie umiał po francuzku i nie mógł się nauczyć, choć kilkanaście lat spędził pod naszym dachem z panią d’Yves. A biédak miał słabość do francuzczyzny i znajomość jéj uważał za niezbędną cechę wyższego wykształcenia.
— Nie mogę Hani zaprzeczyć, że uczy się łatwo i chętnie — odpowiedziała pani d’Yves, ale jednak muszę się na nią panu poskarżyć — dodała, zwracając się ku mnie.
— O! pani, cóżem znów przewiniła? — zawołała Hania, składając ręce.
— Coś przewiniła? zaraz się tu będziesz tłómaczyć — odparła pani d’Yves. — Niech sobie pan wyobrazi, że ta panienka jak tylko znajdzie chwilę czasu, zaraz chwyta za powieść, i mam pewne powody sądzić, że kiedy idzie spać, to zamiast zgasić świecę i spać, czyta jeszcze po całych godzinach.
— To robi bardzo niedobrze; ale zresztą wiem zkądinąd, że naśladuje swoję nauczycielkę — rzekł mój ojciec, który lubił się sprzeciwiać pani d’Yves, gdy był w dobrym humorze.
— O, bardzo przepraszam, ja mam czterdzieści pięć lat — odpowiedziała Francuzka.
— Patrzcie, nigdybym tego nie powiedział — odrzekł ojciec.
— Nie dobry pan jesteś.
— Nie wiem, ale wiem tylko, że Hania, jeżeli dostaje zkąd powieści, to nie z biblioteki, bo klucz od biblioteki ma ksiądz Ludwik. Wina zatém na nauczycielkę spada.