Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/113

Ta strona została uwierzytelniona.

Gdy pani Ustrzycka była obecna, nic podobnego nie miało nigdy miejsca, ale w téj chwili obie guwernantki korzystały właśnie z dobréj sposobności. Jak tylko Selim usiadł koło Hani, zaraz zaczęły się szepty i przycinki, w których potrochu i panna Lola, zazdroszcząca Hani piękności brała udział. Odparłem owe docinki kilkakrotnie ostro, może zbyt nawet ostro, ale wkrótce zastąpił mnie, mimo méj woli, Selim. Widziałem że błyskawica gniewu, przemknęła po jego brwiach, ale wkrótce opamiętał się i uspokojony zwrócił szyderczy wzrok na guwernantki. Cięty, dowcipny i wygadany, jak mało kto w jego wieku, wkrótce tak dalece zbił je z tropu, że nie wiedziały gdzie się podziać. Pomagała mu w tém pani d’Yves swoją powagą i ja, który zresztą chętnie byłbym nawet wybił obie cudzoziemki. Panna Lola niechcąc mnie zrażać przeszła także na naszą stronę i lubo nieszczerze, poczęła okazywać Hani dwa razy więcéj niż zwykle uprzejmości. Słowem: tryumf nasz był zupełny, na nieszczęście jednak i ku wielkiemu memu umartwieniu, główna zasługa spadła i tym razem na Selima. Hania, która mimo całego taktu, z wysileniem wstrzymywała łzy cisnące się jéj do oczu, poczęła spoglądać na Selina, jak na swego wybawcę, z wdzięcznością i uwielbieniem. To téż kiedyśmy wstali od stołu i znowu poczęli chodzić parami po ogrodzie, usłyszałem jak Hania pochyliła się ku Selimowi i szepnęła wzruszonym głosem:
— Panie Selimie! ja panu bardzo...
I urwała nagle, bo bała się rozpłakać, a wzruszenie mimo jéj woli brało nad nią górę.
— Panno Hanno! nie mówmy o tém. Niech pani na to nie uważa i... niech się pani nie martwi.