Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/125

Ta strona została uwierzytelniona.

Ewunia, na drugim końcu ich dwoje. Ewunia pochylona ku wodzie, uderzała w nią wesoło rączkami i całkiem była zajęta tą zabawą; Selim zaś i Hania, prawie oparci o siebie ramionami, zdawali się zatopieni w rozmowie. Najmniejszy powiew wietrzyka nie marszczył przezroczystéj, błękitnéj toni, a czółno, Hania, Ewunia i Selim odbijali się w niéj, jak w zwierciadle, spokojnie i nieruchomie.
Byłto może bardzo piękny obrazek, ale na widok jego krew uderzyła mi do głowy. Zrozumiałem wszystko: wzięli ze sobą Ewunię, bo dziecina nie mogła im przeszkadzać, ani rozumieć miłosnych wyznań. Wzięli ją dla pozoru. „Stało się!“ pomyślałem sobie; „stało się!“ zaszumiały trzciny. „Stało się!“ wybełkotała fala, uderzająca o brzeg mojéj łódki i w oczach mi pociemniało; uczułem zimno i gorąco; uczułem, że bladość pokrywa mi twarz! „Straciłeś Hanię! straciłeś!“ wołały jakieś głosy nademną i we mnie. A potém, usłyszałem jakby też same głosy wołały: „Jezus, Marya!“ a potém jeszcze mówiły: „przysuń się bliżéj i ukryj w trzcinach, zobaczysz więcéj!“ Usłuchałem i podciągnąłem się z łódką cicho jak kot. Ale i z téj odległości nie mogłem słyszeć rozmowy, widziałem tylko lepiéj, siedzieli obok siebie, na jednéj ławeczce, nie trzymając się za ręce, Selim jednak zwrócony był ku Hani; zdawało mi się przez chwilę, że klęka przed nią, ale mi się to tylko zdawało. Zwrócony był ku niéj i patrzył na nią błagalnie: ona zaś nie patrzyła na niego, ale jakby oglądała się na wszystkie strony niespokojnie, potém zaś podniosła oczy ku niebu. Widziałem, że była zmieszana; widziałem, że on błagał o coś; widziałem wreszcie, jak złożył ręce przed nią, jak ona zwolna,