Strona:PL Przerwa-Tetmajer - Illa.djvu/35

Ta strona została uwierzytelniona.
V.

Pod ten czas matka Sokoła była niespokojna o syna, bowiem nie wiedziała gdzie poszedł? Doleciała do niéj w nocy muzyka harfy i uczuła wdowa od niéj radość w sercu, w którém dawno wesołość nie gościła, tylko poddanie się woli Boga.
A gdy ujrzała młodzieńca w progu domu, spytała: „Synu mój, gdzieś był dotychczas?“
On zaś odrzekł jéj: „Słyszałaś matko pieśń harfianą w nocy?“
A kiedy mu odpowiedziała, iż słyszała, mówił daléj: „Za tą pieśnią iść muszę. Powiedzie mnie ona do źródła, z którego naczerpnę wody i obmyję nią moją Ojczyznę z krwi i hańby. Lecz muszę iść zaraz. Więc pobłogosław mnie matko na drogę i czekaj mnie w cichym dworze naszym pod zielonémi lipami, aż wrócę“.
Objęła stara matka głowę syna i całując ją ze łzami, rzekła: „Idź synu, gdzie cię przeznaczenie woła, a choćbyś padł, jak ojciec twój ongi, jeżeli padniesz za kraj twój, szczęśliwą będę i chlubić się będę, że mąż mój i syn przelali krew w świętéj sprawie“.
A Sokół klęknął i mówił: „Pobłogosław mnie matko na walki i trudy, abym wytrwał i nie ugiął się, jak stal pod naciskiem“.
Więc matka zrobiła nad głową jego znak krzyża, a on ucałowawszy jéj ręce powstał i wyszedł z progu rodzinnego. Idąc zaś, oglądał się na drzewa ogrodu, gdzie się bawił dziecięciem i na kościół