Strona:PL Przerwa-Tetmajer - Illa.djvu/49

Ta strona została uwierzytelniona.
XII.

Szli więc znowu we dwoje ku stepom ukraińskim. Po drodze spotykali ludzi zbrojących się i przysięgających, że pierwéj padną, nim sztandaru uniżą.
A gdy stanęli na szerokiéj i bujnéj ziemi mogił, usiadła Illa na jednéj z nich, Sokół zaś u stóp jéj wsparł się na szabli krzywéj.
Słońce wschodziło w purpurowéj czerwieni, szkarłatne i ogniste nad burzanami i siało promienie po zieleni stepowéj i czarnych kurhanach.
I rzekła Illa: „Teraz jest czas powołać naród twój“.
I uderzyła o struny złote harfy palcami z alabastru, a z nich zabrzmiała pieśń, nie łagodna, jak niegdyś, lecz twarda i groźna, jak dźwięk trąby wojennéj.
Głos téj pieśni harfianéj przeleciał Polskę od morza do morza i doszedł za granicę, którą Bóg naznaczył, do uszu wygnańców i tych, co na obczyźnie mieszkali.
A grał on tak potężnie w powietrza przestworach, że lasy się chwiały i gięły, a skały pękały od echa; bo głośniejszy jest od huku dział i ryku grzmotów głos wzywający naród upadły do powstania z niewoli.
Na znak ten zerwali się wszyscy Polacy i spieszyli tłumnie i zbrojno na stepy Ukrainy, gdzie ich dźwięk prowadził.
Doleciał on pod sine Tatry, do dworku starego z modrzewia w cieniu lipowym i matka So-