Strona:PL Przybyszewski-Goście.djvu/026

Ta strona została uwierzytelniona.

BELA. Więc co? co?
ADAM. Co? Wyjedziemy łódką na jezioro — łódka zmorszała — jezioro głębokie...
BELA. Adam!
ADAM. Albo pojedziemy w góry — na wysokie, niebezpieczne szczyty — noga się osunie, ja cię za sobą pociągnę i — i — będziemy wolni.
BELA. Niema innego wyjścia!
ADAM. Niema! (Bela rzuca mu się z głośnym płaczem na szyję).

SCENA ÓSMA.

Pola wbiega, ogląda się trwożliwie na wszystkie strony.
ADAM i BELA (radośnie). Pola! Pola!
POLA. Cicho — cicho...
ADAM. Więc zostaniesz przy nas!
BELA (rzuca się jej na szyję). Zostaniesz teraz — już cię nie puszczę.
POLA (bezładnie). Nie zostanę — zostać nie mogę. Nie mam szczęścia w moim domu, ale mam spokój, a tu u was zaraza — przyczepi się do sukni i zawlokę to do domu męża, wszczepię jad w moje dzieci...
BELA. Zostań! zostań...
POLA. Nie, nie — uciekłam, skryłam się, ale gonili za mną, oni tam straszne rzeczy robią — Słyszysz? niema już muzyki — światła gasną — patrz! widzisz? ciemno w pałacu.