Strona:PL Przybyszewski-Goście.djvu/029

Ta strona została uwierzytelniona.

majak szatański. To upojenie się swoją siłą, celami, to przeświadczenie, że jest się wielkim, że ma się jeszcze tyle do zrobienia: to wszystko głupstwo, to lep, na który życie ludzi bierze. Śmierć, śmierć, to jedyne — pluje się życiu w twarz i mówi się: mnie nie omamisz! I idzie się z wielką powagą i pogardą w śmierć!
ADAM (do Beli). Chodź, chodź — pójdziesz zemną?
BELA. Tak się lękam, tak się lękam!
ADAM (łagodnie do gościa). Kobieta się zawsze lęka (błędnie). he, he... Więc pójdę sam... A, trudno... zostań — jeszcze masz życie przed sobą — jesteś jeszcze silna i młoda...
BELA. Adam! Adam! (stoi jak przykuta do ziemi).
ADAM (idzie, ogląda się za nią, ale nic nie mówi).
GOŚĆ. Pójdę z tobą. Będzie ci łatwiej. A już czas, już czas...



KURTYNA.