Strona:PL Przybyszewski Stanisław - Synowie ziemi.djvu/156

Ta strona została uwierzytelniona.
I

I tak szedł dzień za dniem.
Byli szczęśliwi... Czerkaski pogrzebał całą swoją przeszłość, zapomniał o wszystkiem, co było poza nią, a dusza Hanki oszołomiona opromieniona nowo zbytem szczęściem miłości rozkwitła w dziwnie uroczy kwiat.
Nie myślała o tem, że jeszcze jeden krok, a w przepaść runąć może, ani na chwilę przez głowę jej nie przeszło, że zdradza męża, że żyła snem we śnie i w tem upojeniu szczęścia zatraciła zupełnie poczucie rzeczywistości.
Czasem Czerkaski zamyślił się nad tym stanem upojenia, czasem go szarpnął boleśnie widok tego człowieka, którego oczy w teatrze tak rozpacznie w duszę jego się wpiły, ale był szczęśliwy.
A często wieczorami, kiedy Hanki przy nim nie było, targał się myślami.
Dlaczego ja jej przed dziesięciu laty nie poznałem.
— Dlaczego to życie tak złośliwe i głupie, że w tak nikczemny, podły sposób ludziom losy wikła. Po co i na co? Na co te wszystkie męki?
Dlaczego jeżeli się ludzie, po długiem szukaniu