Strona:PL Puszkin Aleksander - Czarny orzeł.djvu/093

Ta strona została uwierzytelniona.

sca naznaczonego spotkania. Nikogo jeszcze nie było widać, gdy nagle z za altany zjawił się przed nią Dubrowski. „Wiem wszystko, rzekł do niej cichym i bolesnym głosem, proszę pamiętać o swem przyrzeczeniu.“
— Pan proponuje mi swoją opiekę? — odrzekła Masza, lecz niech się pan nie gniewa, ona napawa mnie strachem. Jakim sposobem chce mi pan pomóc.
— Mógłbym panią uwolnić od nienawistnego człowieka.
— Na Boga, niech go pan nie tknie, nie śmie tknąć, jeżeli pan mnie kocha. Nie chcę być winną jakiejś przerażającej rzeczy...
— Nie tknę go, wola pani jest dla mnie święta. Winien on pani życie. Nigdy nie będzie dokonana zbrodnia w imię pani. Pani powinna być czysta nawet w swoich przestępstwach. Ale jak ocalę panią przed brutalnością ojca?
— Jest jeszcze nadzieja; spodziewam się, że wzruszę go swemi łzami i rozpaczą. Uparty on, ale tak mnie kocha.
— Niech pani nie żywi nadziei daremnie; w tych łzach ujrzy on tylko zwyczajną bojaźliwość i wstręt, właściwy wszystkim młodym dziewczętom, gdy wychodzą zamąż nie z miłości lecz ze zdrowego rozsądku; a jeśli on nabije sobie głowę chęcią uszczęśliwienia pani wbrew jej samej? jeżeli siłą poprowadzą panią do ślubu, aby poddać panią na zawsze władzy postarzałego męża?...