Strona:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu/228

Ta strona została przepisana.

Przez moment ją wątpliwość trzyma...
Iść naprzód, czy się cofnąć?... At!
Nikt mnie tu nie zna, jego niema,
Spojrzę na dom ten, zajdę w sad«.
I schodzi z wzgórza... Ledwie dyszy...
Wchodzi we wrota... W martwej ciszy,
Zda się, spoczywa pusty dwór...
Wtem ze szczekaniem psiarni chór
Rzuca się na nią... Tania krzyczy...
Zbiega się wiejskich chłopców tłum;
Zachodzi kłótnia, rośnie szum,
Każdy obronić pannę życzy...
Lecz rozegnali wreszcie psy...
Tatjana jeszcze lekko drży...


XVII.

»Czy można« — ochłonąwszy nieco,
Pyta — »zobaczyć pański dom?«
Wnet do Anisji dzieci lecą,
Wracają z krzykiem: »klucze som!«
Stara za dziatwy zdąża zgrają...
Klucz zgrzyta, drzwi się otwierają...
Tatjana wchodzi... brak jej tchu...
On! on! niedawno mieszkał tu!
Patrzy: kij na bilardzie w sali
Śpi zapomniany... Przeszła próg...