Strona:PL Robert Montgomery Bird - Duch puszczy.djvu/286

Ta strona została skorygowana.
—  266  —

dzi pod strzechę domową i błogosławi we wszystkiem. Nie mogę dłużej wam towarzyszyć, bo serce pęka mi z boleści. Bywajcie zdrowi. Pójdź, mój wierny piesku — dodał, zwracając się ku staremu towarzyszowi swojej niedoli. — Pójdź, dobra psinko!... Tam wpośród lasów skończymy życie obydwaj na mogiłach ukochanych istot. Was niechaj Bóg błogosławi!
I pożegnawszy uściskiem ręki Rolanda i Edytę zwrócił się w bok i znikł z Cukierkiem w nieprzejrzanych zaroślach puszczy.




Roland przez parę tygodni wypoczywał w osadzie pułkownika, poczem zabrawszy Edytę, Telię, a raczej Klaryssę Iverton i Ralfa Stackpole’a udał się do dóbr odziedziczonych po stryju. Po niejakim czasie kapitan pozyskawszy przychylność Klaryssy, zaślubił ją. Pobłogosławił związkowi temu — zgadnijcie kto? Oto poczciwy pastor Colbridge, który owej pamiętnej nocy ocalał cudem. Woda wyrzuciła go na kępę, znajdującą się, jak mówiliśmy, w środku rzeki. Po oddaleniu się dzikich, Colbridge przeprawił się na drugi brzeg i do osady dostał się szczęśliwie.
Ralf Stackpole został zarządcą dóbr Rolanda i Edyty. Kapitan Forrester zajął się hodowlą pięknej stadniny, którą miał Ralf pod swoim zarządem. Naturalnie, iż zawód swój przywłaszczania cudzych koni zupełnie porzucił. Mówią jednak, że czasami dla rozrywki zakradał się nocą do