Strona:PL Rolland - Clerambault.djvu/022

Ta strona została skorygowana.

się ze szczególną radością na tej jasnej główce pochylonej, która czuła, że ojciec na nią patrzy.
I tych czworo osób tworzyło, wśród owego wieczora lipcowego, małe ognisko domowe, pełne miłości i spokojnego szczęścia, którego ośrodkiem był ojciec, bożyszcze rodziny.

II.

On wiedział o tem i rzecz dziwna, ta świadomość nie czyniła go niemiłym w obejściu, nie psuła jego charakteru. Sprawiało mu tyle przyjemności, że sam kocha, miał tyle uczucia, by obdarzać niem wszystkich, bliskich i dalekich, że uważał to za rzecz zupełnie naturalną, iż go wzajemnie kochano. Był starem dzieckiem. Od krótkiego czasu doszedł do sławy, po życiu wśród ciasnych stosunków, nie pozłacanych żadnym blichtrem. Miernotę tę znosił z łatwością, ale sława, jaką osiągnął, napełniała go radością.
Skończył lat pięćdziesiąt i nie odczuwał tego nawet; było wprawdzie kilka srebrnych nitek w jego grubych jasnych wąsach galijskich, ale serce zachowało wiek jego dzieci. Zamiast iść z prądem swego pokolenia, łączył się z każdą nową falą; za najlepsze w życiu uważał zapał młodości nieustannie odnawianej. Nie troszczył się o sprzeczności, w jakie go może wprowadzić ta młodość, będąca w ciągłem przeciwieństwie do tej, która ją poprzedzała. Te sprzeczności roztapiały się w jego duszy, bardziej entuzjastycznej, aniżeli logicznej, upojonej pięknem, które widział wszędzie rozsiane. Z tem łączyła się dobroć, która nie zgadzała się wprawdzie zupełnie z owym panteizmem estetycznym, ale którą czerpał ze swych własnych zasobów.