Strona:PL Rolland - Clerambault.djvu/109

Ta strona została przepisana.

ironiczna i bierna ludów pochyla z pokorą plecy i przyjmuje ciężar... Nie trzeba sobie nic robić z tego“... I bez wątpienia, wieki, wieki niedoli potoczyły się na tym kamieniu. Ale kamień zużywa sie z czasem i zamienia się w błoto.


IV.

Clerambault próbował rozmawiać to z jednym, to z drugim... Spotykał wszędzie ten sam mechanizm oporu ukrytego, napół nieświadomego. Byli opancerzeni wolą, aby nie słyszeć, albo raczej mieli cudowny brak woli słyszenia. Dusza ich nie przypuszczała argumentów przeciwnych. Ludzie są w ogólności, dla swej wygody, obdarzeni cudowną zaletą: mogą na rozkaz stać się ślepymi i głuchymi, gdy im nie odpowiada widzieć i słyszeć, albo jeżeli przez nieuwagę wzięli po drodze jakiś przedmiot, który im jest zawadą, upuszczają go napowrót i zapominają o nim natychmiast. We wszystkich państwach ilużto obywateli wiedziało, co mają sądzić o odpowiedzialności wspólnej za wojnę: o smutnej roli swych polityków, ale łudząc się sami, udawali, że nic o tem nie wiedzą i udawało im się to wybornie.
Jeżeli każdy uciekał sam przed sobą, ile tylko miał sił, można sobie łatwo wyobrazić, że uciekał jeszcze bardziej przed takimi ludźmi, którzy, jak Clerambault, chcieli mu pomóc, aby się sam złapał. Aby się tylko móc wymknąć, ludzie inteligentni, poważni, otoczeni powszechnym szacunkiem, nie wstydzili się używać drobnych forteli, jakiemi się posługuje kobieta lub dziecko, aby mieć słuszność. Obawiając się dysputy, któraby ich mogła wprowadzić w zakłopotanie, rzucali się na pierwsze niezręczne słowo Clerambaulta, oddzielali je od całego tekstu,