Strona:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu/185

Ta strona została przepisana.

na siebie uwagę takiegoto... a takiego... księcia, hrabiego, czy innego wielmoży.
Wówczas, z wielkiem uznaniem wyraził się naprzykład o cokole studni w podwórzu. Wyrzeźbiłem na niej fryz przedstawiający młodą, podkasaną dziewczynę, niosącą w podołku dwie kaczki z rozwartemi dziobami i rozpostartemi skrzydłami. Potem oglądał w pałacu moje meble i panneaux, dekorujące ściany. Pan d'Asnois pysznił się jak paw!
Co za cymbały z tych bogaczy? Wydaje im się, że, zapłaciwszy za dzieło sztuki, stworzyli je sami! Maillebois, chcąc mnie uhonorować, zaczął się dziwić, że artysta tej miary siedzi w zakątku, odcięty od świata, zdala od wielkiego życia stolicy, że przykuty jest do owych wytworów drobiazgowych, realnych, pozbawionych z konieczności wszelkiej inwencji, wzlotu, że Ograniczony jest tylko do obserwacji, a nie może powziąć wielkiej idei, stworzyć symbolu, alegorji. dzieła filozoficznego, mitologicznego, słowem nie może dać żadnej — wielkiej, wielkiej, monumentalnej rzeźby (wielki pan chce mieć wszystko wielkie!)
Odparłem skromnie, że znam swą niewielką wartość i wiem dobrze, w jakich mi przystoi obracać się granicach. Biedny człeczyna, który