Strona:PL Rosny - Vamireh.djvu/25

Ta strona została przepisana.

cyja, znikająca w ich braciach azyjatyckich pod wpływem długiej już niewoli, czyniła je zdolnymi do samodzielnych pomysłów i taktyki bojowej.
Myśliwcy się zatrzymali. Ukryci za wzgórzem roztrząsali plan napadu. Zarysy gruntu oraz położenie zwierząt pozwalały rozstrzygnąć sprawę dwojako: albo napaść na nie odrazu z prawej strony i z lewej, korzystając z całego szeregu wzgórzy poprzecznych, albo też otoczyć dolinę i wynurzyć się od tyłu w odległości dwu mil, z gęstwiny dzikich drzew figowych. Po kilku chwilach większość oświadczyła się za sposobem pierwszym, gdyż drugi, jakkolwiek bardziej owocny w razie powodzenia, był jednak oczywiście mniej pewnym: jakiś popłoch mógł był paść na bawoły, zanimby dosięgnięto zasadzki.
Gromada podzieliła się na dwa oddziały: jeden z nich pod przewodnictwem starca, kierującego wyprawą przy pomocy rzeźbionej laski wodza, drugi pod dowództwem olbrzymiego mężczyzny w wieku dojrzałym.
Z jednej i z drugiej strony posuwano się podług pewnych prawideł i przepisów, zużytkowując mądrze właściwości gruntu; oddział starca, wysunięty nieco dalej ku przodowi, zbliżał się już i miał dosięgnąć odległości strzału, gdy nagle wielki byk — przewodnik, jak się zdawało, począł uczuwać jakiś niepokój. Podniósł on czerwony swój łeb z białymi dwoma księżycami, obwąchiwał okolicę i stanął w miejscu, pilnie ba-