Strona:PL Sand - Joanna.djvu/18

Ta strona została uwierzytelniona.
12

która się aż do naszych czasów w niektórych pokoleniach wieśniaków czysto i bez wszelkiego zmięszania z innemi przechowała.
Dziewczyna śpiąca była przeto bieluchna jak gwiazdosz na łące, a rumiana jak polna róża. Ale piękność jéj umiała się ustrzedz tego szczególnego wyrazu wypieszczenia, właściwego tylko ludziom z klas próżniackich towarzystwa. Rysy jéj były prześliczne, czoło spocone, nieco nizkie, jak go spostrzegamy zwykle u posągów starożytnych. Zarys najczystszy i spokój anielski rozlany w jéj twarzy nadawał jej zadziwiające podobieństwo do tych pięknych wzorów, które sztuka grecka uwieczniła. Kibić jéj nie była w prawdzie zupełnie jeszcze rozwiniętą, ale jednak giętkość i siłę zapowiadała; ubrana była w łachmany, które w swoim dziwacznym nieporządku wcale ją nieszpeciły. Bose jéj nogi ukryły się w trawie, a usta na pół otwarte śliczne białe ząbki odsłaniały. Piękność prawdziwa zawsze jest niewinną i przejmuje mimowolnym szacunkiem. Anglik nie był wcale w usposobieniu tak łatwo się jego wyrzéc, a obaj jego towarzysze szałaputowaci niemogli się oprzéć jego przeważnemu na nich wpływowi.
— Dalibóg, to nie Lizetka, ale Welleda, rzekł Marsillat poniewolnie tłumiąc swój głos.
— Dla czegóż to Lizetka nié miałaby być tak piękną jak Welleda? zapytał sir Arthur.
— I jedna i druga jest piękną! odpowiedział Marsillat; gdybym był malarzem, tobym przeniósł na papiér główne rysy téj cudownéj istoty...... A gdybym był sam, — dodał, pokazując się takim, jakim był w isto-