Strona:PL Schulz - Sanatorium pod klepsydrą.djvu/183

Ta strona została uwierzytelniona.


Sanatorium pod klepsydr05-20.png

no zataić, że trzeba było dużo dobrej woli, ażeby przyznać mu pewien rodzaj egzystencji. Był to godny politowania surrogat życia zawisły od powszechnej pobłażliwości, od tego „consensus omnium“, z którego czerpał swe nikłe soki. Jasnym było, że tylko dzięki solidarnemu patrzeniu przez palce, zbiorowemu przymykaniu oczu na oczywiste i rażące niedomogi tego stanu rzeczy mógł się utrzymać przez chwilę w tkance rzeczywistości ten żałosny pozór życia. Najlżejsza

181