Strona:PL Shakespeare - Makbet tłum. Paszkowski.djvu/54

Ta strona została uwierzytelniona.

Prędzej niż później, abym oko w oko
Spojrzał losowi. Jużem tak głęboko
W krwi zagrzązł, że wstecz iść niepodobieństwo,
W miejscu zaś grozi mi niebezpieczeństwo,
Trzeba więc dalej brnąć. Wesprzyjcie, czary,
Czarne, drzemiące w mym mózgu zamiary!
Bo ten płód głowy dłoń musi urodzić
Wprzód, nim się wyda cel, gdzie ma ugodzić.
L. Makbet. Pójdź, siły twoje potrzebują wczasu.
Makbet. Zapewne, idźmy spocząć. Moja dusza
Ulega jeszcze trwogom nowicyusza.
Młodziśmy jeszcze na tem polu. Wychodzą.



SCENA PIĄTA.
Okolica pokryta wrzosem. — Grzmot.
Wchodzi Hekate i spotyka trzy czarownice.

Pierwsza czarownica. Co ci to, co ci to, Hekate?
Skąd to oblicze marsowate?
Hekate. Co mi jest? niby to nie wiecie.
Zuchwałe baby, jak wy śmiecie
Z Makbetem w tajne szachry wchodzić,
Z zbrodni do zbrodni go przywodzić,
A mnie, mistrzynię waszą, mnie,
Krzewiącą głównie wszystko złe,
Nie wezwać nawet do udziału,
W tem dziele śmierci i zakału?
Co gorsza jednak, o! niecnoty,
To to, że dotąd wasze psoty
Na korzyść tylko wyszły temu
Złoczyńcy zapamiętałemu,
Który, jak każdy taki gad,
Nie wam, lecz sobie służyć rad.
Pomnijcie mi ten błąd naprawić.
Nim świt obłoki zacznie krwawić,