Strona:PL Shakespeare - Makbet tłum. Paszkowski.djvu/65

Ta strona została uwierzytelniona.

Najlichszy ptaszek, drobny mysikrólik,
Nie walczyż z sową, broniąc piskląt w gnieździe?
Bojaźń u niego wszystkiem, niczem miłość.
Jeśli się może roztropnością nazwać
Takie zbiegostwo, zdobędzie się na nią
Lada nikczemnik.
Rosse. Uspokój się, pani,
I nie uwłaczaj małżonkowi. Jest on
Szlachetny, mądry, bardziej niż ktokolwiek
Świadomy praktyk dzisiejszej epoki.
Nie mogę nad tem dłużej się rozwodzić.
Ciężkie to czasy, w których człek jest zdrajcą,
Nie wiedząc o tem; słyszy wieści o czemś,
Czego się lęka, czego się zaś lęka,
Nie wie sam, krążąc na oślep po dzikiem,
Wzburzonem morzu. Zostawiam cię, pani,
Wkrótce tu będę znowu: mam nadzieję,
Gdzie nadmiar złego, tam złe musi ustać,
Albo powrócić do dawnego stanu.
Bądź zdrów, mój mały przyjacielu, niech cię
Bóg ma w opiece.
L. Makduf. Ma ojca niebożę,
A jest sierotą.
Rosse. Dłuższy mój tu pobyt
Naraziłby mnie na niebezpieczeństwo,
A ciebie, pani, na przykrość, dlatego
Wybacz, że śpiesznie się oddalam.

Wychodzi.

L. Makduf. Chłopcze,
Twój ojciec umarł. Cóż poczniesz bez ojca?
Jakież to teraz będzie życie twoje?
Synek. Takie jak ptaszka, matko.
L. Makduf. Żyć więc będziesz
Muchami tylko, robaczkami.
Synek. Wszystkiem,
Co mi się uda złowić, tak jak ptaszek.