Strona:PL Sofokles - Antygona (Kaszewski).djvu/31

Ta strona została skorygowana.

Nasi zaś bracia, ich nieszczęsne syny,
Wzajemnie zbrojąc nienawistne dłonie,
Upadli razem w bratobójczym zgonie.
Myśmy zostały jak szczątek jedyny;
Więc zważ, o ile gorzej-by nam było        60
Pogardzać władców i wyroków siłą.
Pomnij i na to, że nie my, kobiety.
Z mężami możem mierzyć się, niestety!
Raczej, dźwigając konieczną niewolę,
Znieść te, a choćby i gorętsze bole.        65
Więc ja, rzucając opór nadaremny,
Przebłagam zato bogów świat podziemny,
I rozkaz władzy mieć będę na pieczy.
— Nierozum sprawiać niepodobne rzeczy...


Antygona.

Ja cię nie zmuszam; jestem owszem rada,        70
Że to do twojej myśli nie przypada.
Czyń, jak chcesz; brata ja sama pogrzebię;
A potem umrę śmiercią świętej zbrodni[1].
O! piękną śmiercią; i tak nieodrodni
Wzajemną miłość złożym obok siebie.        75
Ja się chcę bogom zasłużyć, bo z niemi
Dłużej mi bywać, niż z ludźmi na ziemi.
Ty chcesz, to gardź tem, co bogi czczą w niebie.


Ismena.

Ja tem nie gardzę, ale mam że siłę
Zdolną rozbroić wszystkie miasta straże?        80


Antygona.

To twe wymówki; lecz ja się odważę
Drogiemu bratu usypać mogiłę.


Ismena.

Nieszczęsna! lękam się o ciebie srodze.


Antygona.

Myśl ty o sobie; o mnie nie bądź w trwodze.


Ismena.

Niech o tem ucho nie słyszy niczyje;        85
Ukryj swój zamiar i ja go ukryję.


Antygona.

Prze wielkie bogi! Głoś na wszystkie strony!

  1. „umrę śmiercią świętej zbrodni“ tj. umrę, dokonywając czynu, który ty, Ismeno, wraz ze wszystkimi sługami Kreona, uważasz za zbrodnię, a który przecie jest świętym obowiązkiem.