Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/88

Ta strona została przepisana.
CHÓR.

O jakąż mi zwiastujesz wieść
O mężu dzielnym, sławnym,
Ni ujść jej można, ani znieść,
Bo wielcy brzmią nią Danaowie,
Gwar wielki ją rozpowie.
Strach mi przyszłości; że umrze mąż, jawnem,
Biada! gdyż czarnym mieczem, ręką w szału żarze
Posiekł on skoty i jezdne skotarze.

TEKMESSA.

O grozo! stamtąd, stamtąd nam
Spętane bydło gnał,
I jedne z nich na ziemi rznął,
To w boki bił i w sztuki darł,
A tryki białonożne dwa
Do góry wzniósł swą ręką;
Jednemu z nich łeb, ozór ściął
I rzucił je na ziemię,
Drugiego zaś on wpiął na słup
I z stajni wziął rzemienny pręg
I w dwoje splótł i z świstem tłukł
A groźby wył, w czem demon był
Mu mistrzem, nie śmiertelny.

CHÓR.

Więc teraz czas, więc czas by był
Bym w zwój stuliwszy głowę
Stąd wykradł się i skrył,
Lub na wioślarskiej siadłszy ławie
Raźnej się zwierzył nawie.
Bo Atrydów dwójka ciska grożącą w nas mowę.
Stąd strach, by Ares mnie kamieniorzutny
Wraz z tym nie zmiażdżył, co w kaźni okrutnej.