Strona:PL Stęczyński-Tatry w dwudziestu czterech obrazach.djvu/202

Ta strona została uwierzytelniona.

Migające iskrami zapalonych snopków,
Noszonych od pastuszków i żwawych parobków,
Którzy po różnych miejscach biegają radośnie,
Że żniwa nastąpiły, że to już po wiośnie;
Że napełnią się wkrótce stodoły i brogi,
Że zniknął niedostatek a czas zakwitł błogi!
A te miotły słomiane na żerdziach zatknięte,
Wydają się jak dziwa święte lub nie święte;
Bałwanami swych iskier żywo migające,
Jakby duchy po ziemi w nocy plądrujące!
To czary nieszkodliwe — to jakby nie czary,
To święto — i nie święto — to mary, nie mary!
A gazdowie wysoki ogień rozpaliwszy,
I kobiéty przy sobie blisko posadziwszy,
Na drzewo jak się pali — uważnie patrzają,
A z tego dla zabawy przyszłość wyciągają...
I dziewczęta przy swoim ognisku wokoło
Rękami połączone — skakają wesoło:
Strojne w białe koszule i zapaski czyste,
W gorsety obciśnięte, zielono-barwiste.
Wesołość im dodaje życia i lekkości,
Młodość kwiatu na licach, a praca czerstwości,
Która tak się przebija z głębi piersi zdrowa:
Jak gdyby była mléczna albo poziomkowa!
Niewinne od natury mając wychowanie,
Widzą się być szczęśliwe w swoim wiejskim stanie.
A gdy zakończą tańce te sielskie kochanki,
Biegną nad brzegi wody i rzucają wianki,
Śledząc pomyślnéj wróżby o swojém zamęzciu,
O następnéj przyszłości — pożyciu i szczęściu:
„Gdy wianek płynie prosto, znaczy dobrą dolę,
„Jeżeli się zakręci... to wróży niedolę;