Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Nienasycenie II.djvu/94

Ta strona została skorygowana.

woalami — czort wie co) z nad grobu] w obliczu najpiękniejszej ze śmierci, uosobionej we wspaniałym wodzu, śmierci, w której świat wyolbrzymia się w dzikim uroku aż do najdrobniejszej swej „pecyneczki“ i staje się naprawdę aktualną nieskończonością, dającą się pożreć w jednym kawale, gdy osobowość pęka pod własnem ciśnieniem i rozlatuje się aż po najdalsze krańce wszystkości. W śmierci takiej niema miejsca na jakiś parszywy żal za życiem — on zostaje przetransformowany na odwrotność swą: radosne potwierdzenie niebytu, nasycenie żądzy życia tak wściekłe, jakiego w życiu niczem osiągnąć się nie da. Pojęcia: odwaga — i strach stają się bezsensami, wyblakłemi widmami istności z innego, niższego wymiaru. Nadać nową wartość wyrazom — gdyby mógł to uczynić mówiłby tak właśnie na granicy bezsensu — bo do czego się sprowadzają tak zwane „intuicyjne sformułowania“?: rezygnacja z logiki na rzecz bezpośredniego, artystycznego = działającego formą i niezwykłemi zestawieniami słów, wypowiedzenia. Intuicja (ta, o której plotą baby i umysłowe leniuchy) zawsze jest upadkiem, w stosunku do sensu. Ale poza pewnemi, ograniczonemi co do ilości sprzecznościami, sens w znaczeniu pozytywnem jest bezsilny — trzeba bredzić, aby wyrazić bezpośrednio metafizyczną dziwność bytu i jej pochodne. Poza nią i sprzecznemi uczuciami niema rzeczy, które mogłyby pretendować do „intuicyjnych“ (w powyższem znaczeniu) ujęć. Durnie mówią wtedy o „niezrozumialstwie“. Tak mawiał ten wieczny Sturfan Abnol. A potem pienił się na tę „bandę pasożytów zamierającej sztuki“, jak nazywał krytyków całego świata: „...to stado tchórzliwych impotentów, bojących się walki ze mną w obawie kompromitacji i mego wywyższenia, operujące przekręconą myślą, fałszem, lub udaną nawet czasem głupotą, aby mnie zwyciężyć w mózgach skretyniałej publiczności...“ i t. d. i t. d. Genezypa nudziły te zwierzenia. Dawniej może byłby się zapalił i chciał zostać