Strona:PL Stanisław Wyspiański - Lelewel.djvu/65

Ta strona została uwierzytelniona.
AKT V.
(Ta sama sala. Z ulicy słychać wrzaski, nawoływania, gwizdania, — poczem kilkakrotną, krótką, coraz bliższą pobudkę bębnów. — W korytarz wchodzi sześciu żołnierzy; broń z nasadzonymi bajonetami. — Stają, broń stawiają do nogi. — Szybko wchodzi Dembiński generał w kapeluszu, w płaszczu, za nim tuż Lelewel).

DEMBIŃSKI.

Pana więc pośród zgrai schwytać muszę.

LELEWEL.

Wziąłeś mocą.

DEMBIŃSKI.

Pan tę hałastrę całą wiódł, pan duszę
gubisz —
poznałem pański głos nad inne głosy!
— — — Ha zacny prezezie!

LELEWEL.

Czekam sądu spokojny.

DEMBIŃSKI.

Sąd uczynię doraźny, jako czasu wojny!

LELEWEL.

Wojna domowa, — wikłają się losy,
bratnie dłonie na siebie uderzają wzajem,
pan chcesz być kat,
pan nie masz litości nad krajem.

DEMBIŃSKI.

Nie znajdę jej dla ciebie panie, coś zawichrzył rząd,
stając mu wiecznie przeciw, i teraz na księcia
sprowadziłeś sam zgraję, —
spadnie pańska głowa!