Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/123

Ta strona została uwierzytelniona.

która jest naszą, moją i Twoją! Nie! Idź zamąż — i zapomnij o mnie!
Nigdy nie dotknąłem Twoich ust ustami. — Żegnam was, usta, całuję was. Całuję was, prześliczne włosy, przeczyste, bezzdradne oczy. Wolno mi jeszcze tylko to jedno: przycisnąć usta do zimnej ściany, za którą Ty we śnie spoczywasz.
Wydało mi się, że śmierć swoją ucałowałem w usta. — Ewo!«






Tego dnia, rano, nic nie przeczuwając, Ewa przybiegła do biura i z radością otrzymała list od szwajcara. Jak to się często zdarza w dziejach ludzkiej niedoli, była bardzo, a raczej nadmiernie, — możnaby powiedzieć, — bezbożnie, — szczęśliwa. Miała zwyczaj czytać listy Łukasza nie zaraz po zajęciu swego miejsca, lecz dopiero w ciągu pracy.
Gdy już wszystkie współpracowniczki były przy stołach i biurkach, gdy wszystkie zajęły się rachunkiem, sam pan naczelnik, skrzypiąc lakierami, przewiał do gabinetu, a i ona sama znaczną już ilość swego odrobiła, dopiero wówczas nieznacznie wydostawała z pod arkuszów Uczota umiłowaną kopertę. I tego dnia to samo...
Słodka radość, sekretna rozkosz powoli, w miarę czytania przeistaczała się, przeistaczała niepostrzeżenie w kindżał, nastawiony przeciwko sercu. A serce ustawało w swym biegu, zatrzymało się złowieszczo, porwane przez zdradziecki a nieubłagany wnik nieszczęścia. Sto razy zmartwiałe oczy przebiegły pismo. Jeszcze