Strona:PL Stendhal - Pamiętnik egotysty.djvu/32

Ta strona została skorygowana.

na, siedemnasto lub ośmnastoletnia, już dojrzała, miała czarne oczy, które później odnalazłem na portrecie księżnej Urbino przez Tycjana, w galerji florenckiej. Z wyjątkiem włosów, Tycjan zrobił jej portret! Była słodka, zdrowa, nieśmiała, dość wesoła, skromna. Oczy moich kompanów stały się jak błędne od tego widoku. Lussinge ofiarowuje jej kieliszek szampana, którego nie przyjęła, i znika wraz z nią. Pani Petit przedstawia nam dwie inne dziewczyny, wcale niezłe, ale powiadamy jej, że ona sama jest ładniejsza. Miała cudowną nóżkę. Poitevin uprowadził ją. Po straszliwie długiej pauzie Lussinge wraca, blady.
— Na ciebie kolej, Beyile. Cześć następnemu! wykrzyknięto.
Zastałem Aleksandrynę na łóżku, trochę zmęczoną, prawie w kostjumie a dosłownie w pozie księżnej Urbino, Tycjana.
— Porozmawiajmy choć dziesięć minut, rzekła filuternie. Jestem trochę zmęczona, pogawędźmy. Niebawem odnajdę ogień młodości.
Była urocza, nie widziałem może nic równie ładnego. Nie było w niej zbytniego wyuzdania, wyjąwszy oczy, które stopniowo zamigotały szałem, lub, jeśli kto woli, namiętnością.
Spudłowałem kompletnie, zupełne fiasco. Uciekłem się do środków zastępczych, poddała się. Nie bardzo wiedząc co robić, chciałem wrócić do tych ręcznych igraszek, odmówiła. Wydała się zdziwiona; powiedziałem jej parę rzeczy dość zręcznych jak na moją pozycję, i wyszedłem.
Ledwie Barot zajął moje miejsce, usłyszeliśmy wybuchy śmiechu, które doszły nas przez trzy pokoje. Nagle, pani Petit wyprawiła inne dziewczęta, i Barot przyprowadził nam Aleksandrynę w szczupłym stroju

Piękności ze snu zaledwie zbudzonej...


— Mój podziw dla kochanego Beyle, rzekł parskając śmiechem, sprawi że pójdę w jego ślady; — przyszedłem się wzmocnić szampanem. Wybuch śmiechu trwał dziesięć minut; Poitevin tarzał się