Strona:PL Stendhal - Pamiętnik egotysty.djvu/77

Ta strona została skorygowana.

— Nie wyszłabym, gdybym mogła mieć nadzieję, że pan wróci dziś wieczór. Ale nasz domek jest za biedny dla ludzi takich jak panowie.
Cały dzień myślałem tylko o dobrym, słodkim, spokojnym (full of snugness) wieczorze, który mnie czeka. Teatr dłużył mi się. Barot i Lussinge chcieli oglądać wszystkie dziewczyska, które wypełniały wówczas foyer Covent-Garden. Wkońcu obaj z Barotem przybyliśmy do małego domku. Kiedy ujrzały, że odpakowujemy butelki z winem i szampanem, biedne dziewczyny otworzyły szeroko oczy. Skłonny jestem przypuszczać, że nigdy nie znalazły się wobec nieotwartej jeszcze butelki real champaign, prawdziwego szampana.
Szczęściem, korek od butelki wyskoczył, były wręcz uszczęśliwione, ale wybuchy ich objawiały się spokojnie i przyzwoicie. Nic przyzwoitszego, niż całe ich zachowanie. — Wiedzieliśmy już o tem.
Co zabawne, to że cały czas mego pobytu w Anglji byłem nieszczęśliwy, kiedy nie mogłem skończyć wieczoru w tym domu.
Była to pierwsza istotna i serdeczna pociecha w nieszczęściu, które zatruwało wszystkie moje chwile samotności. Czytelnik widzi, że ja w roku 1821 miałem ledwo dwadzieścia lat! Gdybym miał ich trzydzieści osiem, jak zdawała się świadczyć moja metryka, byłbym mógł próbować znaleźć tę pociechę w Paryżu u przyzwoitych kobiet, które okazywały mi sympatję. Wątpię wszakże niekiedy, czy byłoby mi się powiodło. To, co się nazywa tonem wielkiego świata, co sprawia że pani de Marmier różni się od pani Edwards, wydaje mi się często nieznośną afektacją i w jednej chwili zamyka hermetycznie moje serce.
Oto jedno z moich wielkich nieszczęść, czy odczuwacie je jak ja? Rażą mnie śmiertelnie najdrobniejsze odcienie.
Trochę więcej albo trochę mniej fasonów wielkiego świata sprawia, że wykrzykuję w duchu: Mieszczka! albo: arystokratycz-