Strona:PL Stendhal - Pustelnia parmeńska tom I.djvu/182

Ta strona została przepisana.

siostry; kiedy się dowie, że ma być księżną, wydasz mu się jeszcze więcej apostolski. Zresztą nic nie wiesz o tem, co hrabia ci powiedział w sprawie nominacji.
Fabrycy pobiegł do arcybiskupa; był prosty i skromny: był to ton, który przybierał aż nazbyt łatwo, przeciwnie zaś potrzebował wysiłku aby grać wielkiego pana. Słuchając przydługiej gawędy arcybiskupa, powiadał sobie: Czy powinienem był strzelić w łeb lokajowi, który prowadził konika? Rozum powiadał mu że tak, ale serce nie mogło się oswoić z krwawym obrazem ładnego chłopca który spada zeszpecony z konia.
To więzienie, które miało mnie pochłonąć gdyby koń się był potknął, czy to było owo więzienie którem mi grozi tyle wróżb?
Kwestja ta była dlań rzeczą niezmiernej doniosłości: arcybiskup był zachwycony jego głęboką bacznością.

XI

Wyszedłszy z konsystorza, Fabrycy pobiegł do Marjetki; usłyszał zdala gruby głos Gilettiego, który posłał po wino i raczył się z suflerem i ze służbą teatralną. Jedynie mammaccia, która pełniła funkcje matki, odpowiedziała na jego sygnał.
— Mamy nowiny od czasu jak cię nie było, wykrzyknęła; paru naszych aktorów oskarżono, że obchodzili pijatyką dzień wielkiego Napoleona, i nasza biedna trupa, którą nazywają jakobińską, otrzymała rozkaz opuszczenia Stanów; i niech żyje Napoleon! Ale podobno minister wypluł za to nieco grosza. To pewna, że Giletti ma pieniądze: nie wiem ile, ale widziałam u niego garść talarów. Marjetta dostała od naszego dyrektora pięć talarów na koszta podróży do Mantui i Wenecji; a ja talara. Zawsze cię bardzo kocha, ale boi się Gilettiego; niema trzech dni, jak, na ostatniem przedstawieniu, chciał ją koniecznie zabić; wyciął jej dwa siarczyste policzki i, co najobrzydliwsze, podarł jej niebieski szal. Gdybyś zechciał sprawić jej niebieski szal, byłbyś bardzo poczciwy: po-