Strona:PL Stendhal - Pustelnia parmeńska tom I.djvu/227

Ta strona została przepisana.

wstrzymało go niebezpieczeństwo walki z synem monarchy w którego państwie się znajdował; z drugiej strony nie przyszło mu do głowy starać się zobaczyć tego księcia lub bodaj go śledzić. Nie mogąc go dosięgnąć inaczej, M... próbował go ośmieszyć. Wygnają mnie na zawsze z Parmy, rzekł sobie: więc cóż, mniejsza! Gdyby się starał rozpoznać pozycję nieprzyjaciela, hrabia byłby się dowiedział, że biedny książę nie wychodzi nigdy bez eskorty kilku starców, stróżów etykiety, i że jedyna dobrowolna przyjemność jakiej mu dozwolono, to była mineralogja. W dzień i w nocy, pałacyk Fausty, gdzie cisnęło się wykwintne towarzystwo parmeńskie, otoczony był przez ciekawych; M... wiedział godzinę po godzinie co ona robi, a zwłaszcza co robią inni w jej pobliżu. Zazdrośnik okazał się godny pochwały w tem jednem: owa tak kapryśna kobieta nie miała zrazu pojęcia o tej zdwojonej czujności. Raporty agentów mówiły hrabiemu, że młody człowiek w rudej peruce zjawia się często pod oknami Fausty, ale wciąż w innem przebraniu. Oczywiście to młody książę, powiadał sobie M...; inaczej, pocóżby się przebierał? Do paralusza! człowiek taki jak ja nie może ustępować. Gdyby nie zamach republiki weneckiej, i ja byłbym panującym.
W dniu św. Stefana, raporty przybrały ciemniejszą barwę; zdawały się wskazywać, że Fausta mile patrzy na zabiegi nieznajomego. Mogę natychmiast wyjechać z tą kobietą, powiadał sobie M..., ale cóż! w Bolonji uciekłem przed del Dongiem, tutaj uciekłbym przed księciem! I coby powiedział ten młokos? Myślałby, że go się zląkłem! Do kroćset! Jestem z równie dobrego domu co on. M... był wściekły; a, nadomiar niedoli, starał się przedewszystkiem nie narażać na drwiny Fausty, w razie gdyby okazał swą zazdrość. W dzień San Stefano tedy, spędziwszy z nią godzinę i przyjęty z serdecznością, która pachniała mu fałszem, pożegnał ją koło jedenastej, w chwili gdy się wybierała na mszę do św. Jana. Hrabia wrócił do siebie, włożył czarne wytarte ubranie studenta teologji, udał się do św. Jana i przystanął za grobowcem