Strona:PL Stendhal - Pustelnia parmeńska tom II.djvu/143

Ta strona została przepisana.

świeżo ten przedmiot na uroczystości weselnej Julji Crescenzi. Skoro dla takiego głupstwa, jak utrupienie jakiegoś komedjanta, człowieka takiego jak Fabrycy nie wypuszczano na wolność po dziesięciu miesiącach więzienia, mimo poparcia pierwszego ministra, znaczyło to, że musi być w tej sprawie polityka. W takim razie, niema się co nim zajmować, powiadano; jeśli władzom nie wypada uśmiercić go na publicznym placu, umrze niebawem z choroby. Ślusarz, wezwany do pałacu przez generała, mówił o Fabrycym jak o kimś straconym oddawna, którego śmierć ukrywa się przez politykę. To skłoniło ostatecznie Klelję.

XXII

W ciągu dnia oblegały Fabrycego przykre refleksje; ale w miarę jak słyszał bicie godzin zbliżających go do chwili działania, czuł się lekki i wesoły.
Księżna ostrzegła go, że upije się świeżem powietrzem, i że, znalazłszy się poza celą, nie będzie mógł iść; w takim razie, lepiej bądź co bądź narazić się na pojmanie, niż rzucać się z muru wysokiego na sto ośmdziesiąt stóp. Jeżeli zdarzy mi się to nieszczęście, powiadał Fabrycy, położę się pod parapetem, prześpię się godzinę, poczem zacznę na nowo. Skoro przysiągłem Klelji, wolę raczej spaść z muru, choćby najwyższego, niż musieć się wciąż zastanawiać nad smakiem więziennego chleba. Cóż za boleści musi doznawać człowiek ginący od trucizny! Fabio Conti nie będzie robił ceremonji, każe mi podać arszenik, którym się truje szczury w cytadeli.
Około północy, gęsta mgła, która wyłania się niekiedy z Padu, spowiła najpierw miasto, następnie podniosła się aż ni terasę i bastjony cytadeli. Fabrycy zauważył, że z parapetu platformy pewnie już nie widać akacyj otaczających ogródki założone przez żołnierzy u stóp olbrzymiego muru. To świetnie, pomyślał.