Strona:PL Stendhal - Pustelnia parmeńska tom II.djvu/188

Ta strona została przepisana.

— Wniosek pani jest jasny! wykrzyknęła księżna podrażniona, nie chce pani, aby skarano morderców mego męża.
— Widocznie łączą mnie z nimi węzły tkliwej przyjaźni.
Pani Sanseverina czytała w oczach księcia, iż przypuszcza, że ona jest w zmowie z matką, aby mu narzucić plan postępowania. Nastąpiła między dwiema kobietami wymiana cierpkich odpowiedzi, w następstwie których ochmistrzyni oświadczyła że nie powie już ani słowa; ale książę, po długiej dyskusji z matką, kazał jej znowu powiedzieć swoje zdanie.
— Przysięgam Waszym Wysokościom, że tego nie uczynię!
— Ależ to istne dzieciństwo! wykrzyknął książę.
— Proszę pani mówić, rzekła księżna-matka z godnością.
— Błagam panią o zwolnienie mnie od tego; ale wszak Wasza Wysokość — dodała pani Sanseverina, zwracając się do księcia — czyta doskonale po francusku; aby uspokoić nasze wzburzone umysły, czy zechciałby nam przeczytać bajkę La Fontaine‘a.
Księżnej-matce wydało się owo nam bardzo nieprzyzwoite, ale przybrała minę zdziwioną i rozbawioną zarazem, kiedy wielka ochmistrzyni, która z najzimniejszą krwią otworzyła szafę bibljoteczną, wróciła z tomem Bajek La Fontaine’a, przerzucała go chwilę, poczem rzekła do księcia, podając mu książkę:
— Błagam Waszą Wysokość o przeczytanie całej bajki.

OGRODNIK I JEGO PAN[1].


Jakiś niby z waszecia, objął kiedyś w spadku,

Wiejską zagrodę, pole i ogród w dodatku;
Skromny sad kmiecy; lecz mu się zdawało,
Że to ogród jakich mało:
Więc żywopłotem otoczył go wszędy,
Warzywa zasadził w grzędy,

Szczepił jabłonie i gruszki.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
  1. Przekład Władysława Noskowskiego.