Strona:PL Stendhal - Pustelnia parmeńska tom II.djvu/191

Ta strona została przepisana.

kie papiery zebrane przez tę żmiję Rassiego i nigdy mu się nie przyznać że je spalono.
Dodała bardzo cicho i poufnie do ucha swej pani: — Z Rassiego może wyróść Richelieu!
— Ależ, u djaska! te papiery kosztują mnie przeszło ośmdziesiąt tysięcy franków! wykrzyknął książę ze złością.
— Wasza Wysokość, odparła pani Sanseverina z siłą, oto co kosztije używać zbrodniarzy bez urodzenia. Dałby Bóg, abyś książę mógł stracić miljon, a nigdy nie użyczać ucha łajdakom którzy nie dali twemu ojcu spać przez sześć ostatnich lat jego panowania.
Słowo bez urodzenia spodobało się księżnej-matce, która uważała, że hrabia i jego przyjaciółka mają zanadto wyłączny kult dla rozumu, zawsze spokrewnionego z jakobinizmem.
W krótkiej chwili milczenia, wypełnionego dumaniem księżnej-matki, zegar zamkowy wybił trzecią. Księżna wstała, złożyła głęboki ukłon synowi i rzekła: — Zdrowie moje nie pozwala mi przeciągać dyskusji. Nigdy ministra bez urodzenia; nie wybijesz mi z głowy, że twój Rassi przywłaszczył sobie połowę pieniędzy, które wyłudził na szpiegów. — Księżna wyjęła dwie świece ze świecznika i umieściła je w kominku tak aby nie zagasły; poczem, zbliżając się do syna, rzekła: — Bajka La Fontaine’a przeważa w mym umyśle słuszną chęć pomszczenia małżonka. Czy Wasza Wysokość pozwoli mi spalić te gryzmoły?
Książę stał nieruchomy.
— Cóż za głupia fizjognomja, pomyślała pani Sanseverina; hrabia ma rację: nieboszczyk jego ojciec nie kazałby nam czekać do trzeciej rano aż coś postanowi.
Księżna, wciąż stojąc, dodała:
— Ten kauzyperda byłby bardzo dumny, gdyby wiedział, że jego szpargały, pełne kłamstw i przyrządzone z myślą o własnym awansie, przyprawiły o bezsenną noc dwie największe osobistości w Państwie.
Książę rzucił się jak wściekły na tekę i wsypał jej zawartość