Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/10

Ta strona została przepisana.


CZĘŚĆ PIERWSZA.
OBERŻA POD BIAŁYM SOKOŁEM.
ROZDZIAŁ I.
MOROK.

Październik 1831 roku zbliża się ku końcowi.
Chociaż jeszcze dzień, miedziana lampka oświeca odrapane ściany obszernego poddasza, którego jedyne okno zamknięte jest d!a światła; drabina, której koniec sterczy ponad otwór wnijścia, służy za schody. Tu i ówdzie leżą, porozrzucane bez ładu ma podłodze, kajdany, żelazne ostrokanciaste obręcze, zębate wędzidła, gwoździami najeżone kagańce, długie stalowe laski z drewnianą rękojeścią. W kącie stoi mała przenośna fajerka, podobna do tych, jakich używają konwisarze do topienia cyny; węgle ułożone tam są na suchych wiórach, dość jednej iskry, żeby w ciągu sekundy rozpaliło się wszystko. Niedaleko owego zbioru strasznych narzędzi, podobnych do sprzętów kata, znajduje się broń z wieków dawno minionych, żelazna koszula w oczka tak giętkie, tak delikatne i tak gęste, że robi wrażenie tkaniny ze stali, leży na kufrze, obok naramienników i nagolenników, dobrze zachowanych, przybranych rzemieniami; czekan, duże, długie, trójgraniaste włócznie o jesionowem drzewcu, mocne a lekkie, na których widać ślady świeżej krwi, dopeł-