Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1031

Ta strona została przepisana.


ledwie się podnieść zdołał i chwiejnym krokiem dążył do chóru, oddzielonego kratą od reszty kościoła.
— Prędko, mój ojcze!... — dodał Gahrjel ze strachem, trzymając wszystkiemi siłami drzwi, do których gmin szturmował — śpiesz się, mój ojcze!... Dla Boga, śpiesz się, mój ojcze!... za kilka minut już będzie zapóźno... — Potem misjonarz dodał z rozpaczą: — A tu być samemu samemu, dla wstrzymania napaści tych rozszalałych...
W tej chwili właśnie Gahrjel, pomimo nadzwyczajnej energji, z jaką trzymał drzwi, pragnąc ocalić księdza d‘Aigrigny, spostrzegł, że już się chwieją. Obejrzawszy się wtedy, dla zobaczenia, czy przynajmniej tymczasem jezuita schronił się za kraty. Gahrjel zdumiał się i przeląkł, widząc go leżącego bez ruchu kilka kroków od chóru. Gabrjel, z założonemi na krzyż rękami na piersiach, stal spokojnie, nieustraszony. Wyłamawszy drzwi, napastnicy wpadli do świątyni. Osobliwa zaszła z nim scena.
Już zmierzchło się było... Kilka tylko srebrnych lamp rzucało tu i owdzie słabe światło, dalej zaś w kościele zupełnie było ciemno. Nagle, wpadłszy do tej ogromnej, posępnej, głuchej, pustej katedry, najśmielsi nawet przelękli się, osłupieli, na widok okazałej, kamiennej pustyni.
Religijne podania, nawyknienia, lub wspomnienia dziecinnego wieku, tak silny mają wpływ na niektórych ludzi, iż wielu towarzyszy kamieniarza, skoro wbiegli do kościoła, natychmiast odkryli głowy i postępowali ostrożnie, aby nie obić hałasu. Lecz za pierwszym żarcikiem kamieniarza, którzy przerwał to szanowne milczenie, wkrótce przeminęło wzruszenie.
— Cóż to? — zawołał — czyśmy tu przyszli śpiewać nieszpory?
Na te słowa odezwały się głośne śmiechy.
W miarę, jak nikło pierwsze wrażenie poszanowania doznane mimowolnie, coraz mocniej odzywały się głosy, a na twarzach malowała się coraz większa dzikość, tem groźniejsza, że każdy wstydził się chwilowego przestrachu