Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1068

Ta strona została przepisana.


I doktór Baleinier przystąpił do operacji. W rzeczy samej było to bardzo proste. Doktór dał każdemu ze swych czterech pomocników pewien rodzaj trójnogu stalowego, mającego około dwu cali średnicy, a do trzech cali wysokości. Okrągły jego środek napełniony był watą mocno ubitą: narzędzie to trzymało się lewą ręką za drewniany trzonek.
Każdy pomocnik w prawej ręce miał rurkę blaszaną, długą osiemnaście cali; na jednym końcu rurki były przylutowane wywinięte brzegi, żeby wygodnie przyłożyć było można usta, drugi zaś koniec był rozszerzony w kształcie trąbki, tak, żeby posłużyć mógł za nakrywkę.
Doktór Baleinier, — uzbroiwszy swych czterech pomocników — kazał im zbliżyć się do Rodina, którego łóżko wytoczone zostało na środek pokoju. Dwóch pomocników stanęło z jednej, a dwóch z drugiej strony Cztery knoty zapalonej bawełny, ale tak urządzone, iż paliły się zwolna małym płomieniem, przyłożone zostały z prawej i lewej strony na piersiach Rodina...
Nazywa to się pospolicie moksą. Kończy się operacja, gdy skóra w całej grubości powoli spali się... trwa to siedem do ośmiu minut. Mówią, że ból amputacji niczem jest w porównaniu z bólem moksy, a tem gorzej, kiedy się ich razem postawi kilka.
Rodin z nieustraszoną ciekawością przypatrywał się wszystkim przygotowaniom do operacji; lecz za pierwszem przyłożeniem tych czterech płomieni, wyciągnął się i potem zwinął jak wąż; nie wolno mu nawet było użalić się na ból, bo mu brakło głosu. A tymczasem widać już było na obu bokach piersi cztery szerokie zaskorupiałe, krwawe rany... tak to już mocno i głęboko było przypalone ciało... Zanim znowu położyć się miał na łożu boleści dla powtórzenia operacji, Rodin dał znak, wskazując kałamarz i pióro, dając do zrozumienia, że chce pisać.
Można było darować mu to dziwactwo.