Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1075

Ta strona została przepisana.


wszystko, co było moją powinnością — dodała Garbuska miłym głosem. — Agrykola już mnie nie potrzebuje — on się ożenił... on kocha, on jest kochany... jego szczęście jest pewne.. pannie Cardoville nic nie pozostaje do życzenia. Piękna, bogata, szczęśliwa, a ja uczyniłam dla niej wszystko, co taka jak ja istota uczynić mogła. Ci, co byli dobrzy dla mnie, są szczęśliwi... dlaczegóżbym więc nie miała teraz odpocząć... jestem tak skołatana... A kiedym nareszcie mogła udać się do pałacu panny Adrjainny de Cardoville, jej tam nie było!... Oh! jakie to nieszczęście!
Garbuska nie mogła skończyć i ze drżeniem zakryła twarz rękami.
— A ja zaprzedałam się, jak tyle nieszczęśliwych, gdy im zabraknie roboty lub gdy zarobek nie wystarcza... a głód zbyt gwałtownie dokuczać zacznie... — odpowiewiedziała Cefiza drżącym głosem — tylko zamiast żyć, jak tyle innych żyje z hańby, ja z niej umieram... bo hańba moja dręczy mnie... Jakób skonał na mem ręku, pogardzając mną... a wiadomo ci, jak go kochałam! — dodała Cefiza z namiętnem uniesieniem — kochałam go tak, jak tylko raz w życiu kochać można!...
— Niech więc spełni się nasz los!... — rzekła zamyślona Garbuska.
— Moja siostro, nigdy mi też nie powiedziałaś przyczyny twego oddalenia się od panny Cardoville... — rzekła Cefiza po chwili milczenia.
— Jeden to będzie tylko sekret, który poniosę z sobą do grobu, moja dobra Cefizo — rzekła Garbuska, oczy spuściwszy.
I z gorzką radością myślała, że wkrótce uwolnioną zostanie od tej obawy, która zatruwała ostatnie dni jej smutnego życia.
— Siostro... uściskajmy się — rzekła Cefiza — i — odwaga!