Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1096

Ta strona została przepisana.


niec, powiem jasno: nienawidzę pani, i bardzo zasługujesz pani na to... — dodała Róża-Pompon, tupnąwszy nogą.
To, co już usłyszała Adrjanna, powinno było zadowolić ją zupełnie. Według tego, co nazywają przyjętym zwyczajem między ludźmi, pewna już odtąd będąc, że serce Dżalmy bić nie przestawało dla niej, mało zapewne powinnaby o to dbać, czy książę, w uniesieniu gorącej młodości swego wieku, uległ przemijającej, chwilowej słabości dla tej istoty. Ale inne serce miała Adrjanna... Nie pojmowała ona rozłączenia duszy i ciała; jej miłość, młoda, czysta i namiętna, była niezmiernie surowa w wymaganiach, wymaganiach tak słusznych w obliczu natury, jak śmiesznych i niedorzecznych w oczach ludzi.
Powiedzieliśmy więc, że Adrjanna w połowie tylko została zaspokojona... chociaż już z mowy Róży-Pompon i obrażonej jej miłości przekonać się była mogła, że Dżalma nigdy nie miał dla gryzetki najmniejszego rzeczywistego przywiązania.
Te żale Róży-Pompon, zarazem smutne i zabawne, nie zgadzały się wcale z tem, co poprzednio już powiedziała, o szalonej miłości ku niej Dżalmy; ale Adrjanna, bynajmniej nie wytykając tych sprzeczności, rzekła do niej łagodnie:
— Mylisz się, pani, jak mi się zdaje, gdy sądzisz, że ja jestem przyczyną jej zmartwienia; ale w każdym razie szczerzebym jej żałowała, gdyby ktokoklwiek miał z nią źle się obchodzić.
— Mylisz się, parni, jeżeli sądzisz, że mnie bito — zawołała Róża-Pompon — Oh! jeszczeby też!... Nie zupełnie co innego... ale wreszcie... pewna jestem, gdyby nie pani, przyszłoby do tego, iż ładny książę kochałby mnie trochę... bo bądź co bądź, warta tego jestem. A potem... między kochankiem a... kochankiem jest różnica... ja nie jestem tak wymagająca, ale nawet ani