Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1109

Ta strona została przepisana.


sokości, gdyż uwielbiam i szanuję tego człowieka, silniejszego umysłem, odwagą i wolą... aniżeli najpotężniejsi ludzie na świecie... Ukląkłem przed nim, jak przed jednem z trzech posępnych bożyszcz, które są pomiędzy Bohwanją a jego czcicielami... Co mi będzie rozkazano... wykonam wszystko... Bohwanja patrzy na mnie.
— Nie wątpię o twej gorliwości... wiem, że jesteś żywą rozumną zaporą między księciem i wielu występnymi interesami i dlatego tylko, że mi mówiono o twojej gorliwości, o twojej zręczności w strzeżeniu tego młodego indjanina, a nadewszystko mając wzgląd na twoje ślepe posłuszeństwo wszystkim danym ci rozkazom, chciałem zawiadomić cię o wszystkiem. Wszak jesteś fanatykiem tego, któremu służysz... i to dobrze... Rad jestem, widzieć człowieka oddanego nam... Co do nagrody za twoją usłużność, wiesz... moje obietnice...
— Nagroda... już ją mam, proszę Waszej Wysokości... interes sprawy, której służę, jest rękojmią mej gorliwości i mej ostrożności. Zapewniam Waszą Wysokość, że nieustraszony myśliwiec woli jednego szakala, niż dziesięciu lisów, jednego tygrysa przekłada nad dziesięciu szakalów, jednego lwa nad dziesięciu tygrysów.
— Rozumiem... Jesteś człowiekiem rozsądnym. Pamiętaj zawsze o tem, co mi powiedziałeś, i staraj się być coraz godniejszym zaufania tego, komu jesteś posłuszny.
— Czy prędko będę mógł go widzieć?
— Za dwa, a najdalej za trzy dni; wczoraj łaska niebios ocaliła go...
— Czy Wasza Wysokość będzie się widział z nim jutro?
— Tak, przed odjazdem będę u niego z pożegnaniem.
— A więc Wasza Wysokość raczy mu powiedzieć nowinę, o której ja nie mogłem zawiadomić go, bo to się działo dopiero wczoraj. Poszedłem do ogrodu umarłych...