Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/1114

Ta strona została przepisana.


II.
SPOTKANIE.

Nazajutrz po dopełnionem przez pana Dupont zleceniu do księcia Dżalmy; tenże przechadza! się prędko, niespokojnie, po małym salonie indyjskim przy ulicy Białej. Salon ten, jak wiadomo, łączył się z oranżerją, gdzie Adrjanna pierwszy raz pokazała się młodemu księciu. Szczęście tak szybko i tak wyraźnie działa na młody, żywy gorący organizm, iż Dżalma, wczoraj jeszcze ponury, ociężały, rozpaczający, teraz zupełnie inaczej wyglądał.. Prędko się przechadzając, nagle się zatrzymał, wydobył z zanadrza mały, starannie złożony papier i przyłożył go do ust z najwyższą radością; nie mogąc pohamować uniesień swego szczęścia, krzyknął męskim dźwięcznym głosem, i jednym skokiem stanął przed wielkiem szkłem, przedziełającem salon od oranżerji, w której pierwszy raz ujrzał pannę de Cardoville. Dziwna moc wspomnienia, dziwne złudzenie umysłu, zajętego ciągle jednym i tym samym przedmiotem, sprawiło, iż zdawało się Dżalmie, że widzi, albo, raczej widział rzeczywiście ubustwiany obraz Adrjanny za przezroczystem szkłem.
Temu zachwycającemu obrazowi Dżalma przyprzypatrywał się w głębokiem zamyśleniu.
Młody Indjanin nie był sam. Faryngea bacznym okiem śledził wszystkie poruszenia księcia. Na twarzy metysa widać było podejrzliwy niepokój. Nie